Wręczanie prezentów – przyjemność czy obowiązek?

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i związany z tym zwyczaj obdarowywania bliskich prezentami, tymi wyczekanymi, ale też i tymi, które lądują na dnie szuflady albo na allegro. Presja jest duża, ze wszystkich stron. Czy jest jakiś sposób, żeby się wyłamać? 

Kiedy wczoraj byłam w galerii handlowej dało się już odczuć ducha świąt i rozpoczynające się szaleństwo zakupów. Kolejki przy kasach, świąteczne wystawy i muzyka zachęcają klientów: Wejdź do środka, kup mnie, po Świętach możesz o mnie zapomnieć, ale dzisiaj zabierz mnie do domu!!! Proszę!!! I tak ludzie niejako zahipnotyzowani wychodzili ze sklepów z wielkimi torbami, potem obijali się o siebie, zabiegani nawet nie mieli czasu, żeby zauważyć drugiego człowieka. Smutne trochę 🙁

U mnie w rodzinie też panuje zwyczaj obdarowywania każdego prezentem. Niestety muszę przyznać, że często te prezenty są nietrafione, kupowane w ostatniej chwili bez większej refleksji. W zasadzie tylko po to, żeby kupić. I jeszcze potem to dopytywanie: Podoba ci się? Na pewno? Pamiętam, dwa lata temu, pod choinkę zafundowałam rodzinie kubeczki. Wcześniej znalazłam osobę, która mi na tych kubkach namaluje rysunki i napisze teksty, które przygotuję. Dla każdego wymyśliłam coś innego, coś co jest charakterystycznego dla danej osoby: znak zodiaku, często powtarzane powiedzenie, hobby itd. Wyszło super, kubeczki są używane do dziś i wywołują uśmiech na twarzy. Rok temu miałam nadzieję, że inni członkowie rodziny zrobią podobnie do mnie. Tylko mój brat podarował mi koszulkę z ręcznie malowanym moim ukochanym Jackiem Sparrow’em (jak ktoś oglądał Piratów z Karaibów to będzie wiedział o kogo chodzi, a jak nie wie to polecam)

Zwyczaj ten zawsze drażnił mojego męża, który twierdzi, że nie będzie kupował wymuszonych prezentów. W zasadzie dla niego każda okazja (urodziny, imieniny itp.) nie jest sposobnością do wręczania podarunków. Lubi natomiast od czasu do czasu wręczyć coś bez okazji. I ostatnio doszłam do wniosku, że ma absolutną rację (ucieszy się pewnie gdy to przeczyta 🙂 ).  Większość z nas doświadczyła pewnie uczucia, kiedy spodziewaliście się prezentu, czekaliście na niego i kiedy opakowanie zostało zerwane nagle pojawiało się rozczarowanie, które natychmiast trzeba było ukryć. Tak, żeby nie zrobić nikomu przykrości. Taka sama większość ucieszyła się z drobnego podarunku wręczonego spontanicznie, bez okazji. I mogło być to cokolwiek, a sprawiło nam większą radość niż gwiazdkowy czy urodzinowy prezent.

Zastanawiałam się czemu się tak dzieje i doszłam do wniosku, że chodzi o rzecz następującą. Kiedy prezent jest nieoczekiwany to po pierwsze: jesteśmy mile zaskoczeni, po drugie: stwierdzamy, że ktoś o nas pomyślał tak po prostu bez okazji i po trzecie: często nie zwracamy uwagi na podarunek, który staje się nagle mniej ważny niż fakt, że ktoś o nas pomyślał.

Moim zdaniem jest to o wiele fajniejsze i pewnie wszystkie sieci handlowe się na mnie poobrażają, bo można to odebrać jak bojkot, ale tak naprawdę szczerze odpowiedzmy sobie na pytania: Ile czasu poświęcamy na wybór prezentu dla konkretnej osoby? Jak dobrze znamy jej potrzeby w danym momencie? Czy prezent kupujemy dlatego, że ktoś jest ważny dla nas czy dlatego, że tak wypada? O ile fajniejsze jest otrzymanie prezentu, kiedy wiemy, że ktoś w to włożył swój czas i serce?

Ciekawa jestem co wy sądzicie na ten temat?

Komentarze

  1. „Przemyślane” prezenty sprawiają oczywiście o wiele większą radość. Smutkiem napawa to, że są taką rzadkością. Ale też gdyby nie takie „wymuszone” obdarowywanie się, mogło by się okazać że w czasach „feelthefast” moglibyśmy i przez kilka lat niczego nie otrzymać, bo społeczeństwo obecnie jest zabiegane i nastawione na zaspokajanie swoich indywidualnych potrzeb.

    1. W tym co piszesz jest sporo racji i przyznam, że o tym nie pomyślałam. Samo wręczanie prezentów sprawia mi wiele radości, ale właśnie takich bez okazji. Ale obecnie, kiedy żyjemy w takim szybkim tempie zwyczaj pewnie by zamarł.

Dodaj komentarz