Wpadki i przypadki… o dystansie do siebie

Od czasu do czasu każdy z nas ma jakieś wpadki. Czasami spektakularne, które spychają nas w otchłań rozpaczy. A czasami takie, które tylko sobie wyolbrzymiamy, mimo że po 5 minutach nikt o nich nie pamięta. W takich sytuacjach pierwsze co nam się w głowie pojawia to: Co sobie ludzie o nas pomyślą? Ale będą mieli używanie…

Pierwsza moja spektakularna wpadka miała miejsce jak miałam 7-8 lat, całe wieki temu 🙂 Była to sobota, piękna pogoda, rodzice wybierali się na zakupy do Krakowa. W tamtych czasach była to nie byle jaka wyprawa, nie zdarzała się bardzo często, ponieważ bez samochodu nie sposób było się tam znaleźć. Bardzo chciałam jechać, pospacerować po Rynku, może i mnie by coś fajnego kupili. Ach… Wybłagałam pozwolenie i szybciutko się ubrałam, żeby nikt na mnie nie musiał czekać i w te pędy pobiegłam do naszej limuzyny Fiata 125p. Siedziałam i czekałam aż wszyscy się zapakują do samochodu. Wszystko było takie ekscytujące, patrzyłam przez okno jak zaczarowana. W końcu dojechaliśmy, tata zaparkował na parkingu pod samym Rynkiem Głównym i po kolei zaczęliśmy wychodzić z samochodu. I nagle świat się dla mnie zawalił, kiedy mama powiedziała, że niestety nie mogę iść z nimi… Spojrzałam w dół i z przerażeniem zobaczyłam na swoich nogach… KAPCIE!!! Była to dla mnie tragedia, bo cały czas musiałam siedzieć w samochodzie i czekać, aż wszyscy zadowoleni wrócą i pojedziemy do domu.

Wszyscy się ze mnie śmiali, a dla mnie to było strasznie upokarzające. Z perspektywy czasu oczywiście mogę powiedzieć, że to naprawdę niezła historia, ale w tamtym momencie to była tragedia. Przez jakiś czas w rodzinie opowiadano tą historię, a teraz pewnie już nikt tego nie pamięta.

Trudno powiedzieć, żeby dziecko miało do siebie dystans, ale z wraz z upływem lat dobrze jest go mieć coraz więcej. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić… Tych wpadek w swoim życiu miałam mnóstwo i proces nabierania dystansu trwał wiele lat. Po części wynikało to ze środowiska, w którym się wychowywałam (na wsi cały czas żyje się w imię powiedzenia… bo co ludzie powiedzą!), a po części z braku poczucia własnej wartości. O ile zmiana miejsca zamieszkania pomogła mi zacząć inaczej postrzegać siebie, to nad zwiększeniem zaufania do siebie pracowałam długo.

Co ciekawe, tak dobrze się z tym ukrywałam, że niewiele osób powiedziałoby o mnie, że nie mam do siebie dystansu, lub że mam niskie poczucie własnej wartości. Przecież zajmowałam wysokie stanowisko. Nie ma nic bardziej mylnego, bo z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość wysoko postawionych managerów ma niskie poczucie własnej wartości. Jest to dość niebezpieczne dla ludzi i organizacji. Ale o tym innym razem.

Co zatem można zrobić, aby ten dystans do siebie zwiększyć?

  1. Ludzi tak naprawdę nie obchodzi co robimy, dopóki ich to bezpośrednio nie dotyka. Niestety, ale to prawda – nie stanowimy dla nich centrum świata. To co ich najbardziej absorbuje, to oni sami. Moim zdaniem uświadomienie sobie tej  prawdy, jest najbardziej wyzwalające. Pomóc w zrozumieniu tego może chwila obserwacji samego siebie – czytając plotki o gwiazdach – ile czasu pamiętamy ich wpadki? Chwilę! Ile czasu rozpamiętujemy wpadkę koleżanki z biura? Najwyżej dzień, dwa… Czy to co było kiedyś dla nas tragedią, jest nią dzisiaj? Raczej nie.
  2. Przyzwolenie do popełniania błędów. Niby oczywiste, ale łatwiej nam akceptować cudze błędy niż własne. Ja się o tym przekonałam, jak już wcześniej wspominałam, na kursie coachingu. Mimo, że egzamin zdałam śpiewająco, to zaliczyłam porażkę, którą sobie sama wyolbrzymiłam. Im bardziej więc jesteśmy nastawieni na 110% tym trudniej nam będzie popatrzeć na swój błąd z dystansem. Bezpiecznym założeniem jest tutaj robienie wszystkiego na 85%. Dalej jesteśmy dobrzy, ale nie mamy wygórowanych oczekiwań.
  3. Pomocne może być również porównywanie się do innych, ale do tych którym się powodzi gorzej. Nie lubię tego i tego nie stosuję, jednak może być da nas ratunkiem w skrajnych sytuacjach. Nie uniknęłam w życiu porównań, ale starałam się porównywać do lepszych od siebie. Lepiej moim zdaniem równać w górę niż w dół. Jeżeli to tylko służy w uniknięciu jazdy w czarny dół, to tak. Nie zalecam jednak za często bo możemy utknąć w miejscu i się nie rozwijać.
  4. Przy wpadkach w pracy możemy sobie również zrobić takie ćwiczenie: rozpisać sobie wszelkie możliwe konsekwencje naszej wpadki, łącznie z możliwymi scenariuszami. Możemy tutaj kogoś poprosić o pomoc (współmałżonka, przyjaciela itp.), zanim złapiemy dystans do sytuacji możemy być przyblokowani i jedyna wyjście, które nam będzie przychodzić do głowy to: wywalą mnie na bruk. Z mojego doświadczenia powiem, że nie tak łatwo podejmuje się decyzję o zwolnieniu pracownika. Warto z tego zrobić nawyk.

Dystans do siebie podobno przychodzi z wiekiem, im człowiek bardziej dojrzały tym mniej rzeczy go denerwuje. Na pewno doświadczenie życiowe pomaga. Jeżeli jednak nam dystansu do siebie brakuje to pamiętajmy o tym, że samo się nie zrobi. Dla naszego własnego komfortu powinniśmy poświęcić trochę czasu na zaopiekowanie się sobą.

Na Facebooku co tydzień będę Wam opisywać moje wpadki, tak dla rozluźnienia 🙂 A jeżeli macie jakieś pytania z tym związane piszcie na feeltheslow@gmail.com lub poprzez Facebooka.

Komentarze

  1. W środę miałam wejściówkę, na której kto prowadzi notatki, ten mógł z nich korzystać. No to pozwoliłam sobie. Ale niestety niewyraźnie na tym wykładzie pisałam. Tak właśnie powstała literówka stulecia: HOMAR, zamiast HOMER. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę tego wykładowcę na kolejnych zajęciach 😀

    A tak w ogóle, wpadka to moje drugie imię 🙂

    1. niezłe 🙂 Homer homarów raczej nie jadał 🙂

  2. Ooo 🙂 niezła wpadka.

    U mnie było z kolei tak niedawno – podłączam komputer w jednej sali a tu nie ma obrazu – no myślę sobie karta graficzna padła… Bo monitor ok. I tak stoję, myślę a tu przychodzi dziecko tak na oko z 6 klasy (ja w szkole pracuję :)), pytam mnie co się dzieje i myk pod stół włazi. I mówi „ale pan kabla VGA nie podpiął”… Czyli tego co łączy monitor z kartą graficzna kompa tak prostym językiem wyjaśniając. Powie ktoś drobiazg, nic takiego, albo „co to VGA” (:)) ale to ja jestem przecież od napraw sprzętu jako technik i takie niedopatrzenie wpadka koszmarna. Ale nic – pośmialiśmy się i tyle 🙂
    Sądzę, że całotygodniowe znużenie i wiosenna aura mnie zdekoncentrowały po prostu i tyle 😉

    1. zdarza się i najlepszym 🙂 o moich kolejnych już za tydzień 🙂

  3. Jeśli by to była piękna pogoda to zabrałabym tego mojego dzieciaka w kapciach. Wielkie mi rzeczy 🙂

    1. No niestety moi rodzice mieli inną wizję 🙁

Dodaj komentarz