Woodstock festival – co takiego mi dał?

Dwa tygodnie po festiwalu przewaliło się już w sieci mnóstwo informacji i podsumowań. Zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. U mnie trochę to trwało, ponieważ wiele emocji jeszcze dojrzewało do tego, żeby ujrzeć światło dzienne. Z której strony nie spojrzeć było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie.

Na festiwal pojechałam po raz pierwszy w życiu na zaproszenie Fundacji BezpiecznaJa, w ramach którego miałam przygotować i przeprowadzić warsztaty z rozwoju osobistego, notabene też przygotowane i prowadzone po raz pierwszy. Kiedy dostałam zaproszenie, bardzo się ucieszyłam i poczułam wyróżniona. Miałam dowolność w wyborze tematów, co bardzo mi odpowiadało, ale wiązało ze sporym stresem bo podejmując wyzwanie, czułam na sobie ogromną odpowiedzialność, żeby sprostać wymaganiom koleżanek z Fundacji oraz uczestników warsztatów. Takie wyjście z pudełka, mimo że stresujące, podziałało na mnie niezwykle stymulująco i uruchomiłam całą swą uśpioną kreatywność. Zaopatrzyłam się w materiały i razem z mężem ruszyłam do Kostrzyna.

W samym Kostrzynie przeogromne korki, bo policja zamknęła część ulic, żeby przyjeżdżającym utrudnić życie. Co zaskakujące, nikt na siebie nie trąbił, nie bluzgał i odgrażał się pięścią, do czego jestem przyzwyczajona jeżdżąc w dużym mieście samochodem. Wszyscy się uśmiechali i byli dla siebie uprzejmi. Całą dobrą atmosferę było czuć w powietrzu. Dojazd na miejsce zajął mi o wiele więcej czasu niż przypuszczałam, ale trzeba przyznać, że przygotowanie logistyki było super.

Na miejscu byłam jeden dzień przed oficjalnym rozpoczęciem festiwalu, ale już wtedy było mnóstwo ludzi. Ludzi uśmiechniętych, zadowolonych, pozytywnie do siebie nastawionych. Dla mnie swoisty fenomen, bo jeszcze nigdy nie spotkałam w jednym miejscu tylu ludzi tworzących fantastyczną atmosferę. Ludzi ze wszystkich warstw społecznych, w dużym przekroju wiekowym, bo od niemowlaków do ludzi w podeszłym wieku. Nawet babcie z wnukami 🙂 Wszędzie muzyka, śmiechy, rozmowy i ta pozytywna energia…

Niektórzy komentowali, że śmieci, pijaństwo, rozróby… Śmieci tak, dużo ich było, pijaństwo też dało się odczuć, ale powiedziałabym, że mnie to osobiście nie raziło, bo jak ktoś nie miał ochoty to po prostu nie pił, rozróby – nie widziałam ani jednego przypadku, nie widziałam ani jednego przypadku przepychanek, kłótni czy wyzwisk… Co najczęściej dzieje się po meczach piłkarskich, które są przecież o wiele częściej niż raz w roku.

Wyjątkowość imprezy pod tytułem Woodstock powaliła mnie na kolana i naładowała pozytywną energią na wiele następnych miesięcy. Wzbogaciła o wiele pozytywnych doświadczeń oraz znajomości. Na własne oczy się przekonałam po co ludzi przyjeżdżają na festiwal: po wiedzę – jest mnóstwo fantastycznych warsztatów czy spotkań/wykładów, w których można wziąć udział, po zabawę – super muzyka, atmosfera i energia, po znajomości – ja zawarłam kilka naprawdę fajnych i cennych. Jednak przede wszystkim chyba ludzie przyjeżdżają po to, żeby być sobą i w całej swojej wyjątkowości poczuć się częścią większej całości. Bez ocen, wyśmiewania czy krytyki, która spływa na nas każdego dnia, jeżeli odważymy się wyjść z pudełka, jeśli odstajemy od tzw. normy powszechnie akceptowanej – czyli nijakości, która złudnie daje poczucie bezpieczeństwa.

Nie komentowałam nigdy Woodstock, ponieważ uważałam, że nie mam prawa tego robić ze względu, że nigdy wcześniej nie miałam okazji brać udziału w festiwalu. Nie powinni tego również robić ludzie, którzy go nie doświadczyli.

Podsumowując z tego miejsca chciałabym podziękować fantastycznym dziewczynom z Fundacji BezpiecznaJa, za ogrom pracy, którą wkładają w uświadamianie kobiet jak się bronić przez przemocą. Podziękowania należą się WOŚP oraz Jurkowi Owsiakowi, za ogrom pracy i energii, ale też za to, że mimo tak wielu kłód pod nogami się nie poddaje i robi swoje – ku uciesze milionów Polaków (i świadomie użyłam słowa milionów ponieważ znam mnóstwo osób, które nie komentują niczego publicznie a mają wielki szacunek do Fundacji i do Jurka). Wielkie dzięki również służbom porządkowym i wolontariuszom, że wszystko szło bardzo sprawnie z punktu widzenia pojedynczego osobnika czyli mnie i mojego początkowo sceptycznie nastawionego partnera (po festiwalu zmienił zdanie na jego temat i był zachwycony) oraz na koniec wszystkich uczestnikom tworzącym to wspaniałe miejsce.

Bo atmosferę tworzą ludzie! I nie zapominajmy o tym każdego dnia, że to my tworzymy atmosferę wokół siebie!

 

 

Komentarze

  1. Byłam i zgadzam się z tobą. Jeżdżę od 12 lat i zawsze jest super.

  2. Również pierwszy raz byłam na Woodzie w tym roku i o ile atmosfera jest rewelacyjna, a na dodatek mimo tłumów można czuć się tam bardzo, bardzo bezpiecznie, to jednak nie pojechałabym chyba na 3-4 dni, mimo że bym chciała… Warunki sanitarne są dla mnie opłakane, kolejki do każdej rzeczy zniechęcające, a ilość śmieci wprawiła mnie w zdumienie. Ale jednak cieszę się, że pojechałam (na dobę) dla tej atmosfery. 🙂 No i dla Nocnego Kochanka. 😀

  3. Też byłam w tym roku na woodstocku i też dobrze się bawiłam, jednakże – może miałam pecha – ale nie potrafię mówić o tym w takich superlatywach….
    Owszem, było cudownie i wspaniale, ALE… po prostu „cudownie” i „wspaniale”.
    Utarło się pięknie mówić właśnie o tym, że tam każdy może być sobą i nie trzeba być zwykłym szarakiem i odstawać „tzw. normy powszechnie akceptowanej – czyli nijakości” A gdzie indziej już trudniej….. Nie zgadzam się z tym ani trochę… Może tylko w moim środowisku nie ma czegoś takiego… Każdy jest sobą, znam sporo punków, metali, ghotów… I nikt nie zwraca na to uwagi. Poza tym takie określenie, przyrównujące ludzi nie wyróżniających się stylem do nijakich jest niezwykle krzywdzące. Kto komu dał prawo do oceniania, że to jest nijakie, a to już fajne, bo w niebieskich włosach?
    Może to „bycie sobą” oznacza właśnie nic innego jak NAPRAWDĘ BYCIE SOBĄ, czyli może się zdarzyć, że jest to bycie w tym rozumowaniu „zwykłym” ? Bo niestety, spotkałam się z tym, że pod przykrywką „tolerancji” (która dobrze rozumiana jest jak najbardziej okej) zaczęto… tolerować wybiórcze osoby, te które „pasują”. Czyli się czymś wyróżniają i to koniecznie czymś „cool”. A takie na przykład chodzenie do kościoła jest linczowane przez niektóre „tolerancyjne” osoby (wiem, że to nie jest reguła, najprawdopodobniej miałam po prostu pecha). A czy tolerancja nie powinna oznaczać tego, że nawet jeśli czegoś nierozumiem, to toleruję inne osoby, dla których to jest ważne…?

    Ach, rozgadałam się, a miało być o woodstocku 😀 Tak więc ja niestety zauważyłam tam lekkie skłonności właśnie do takiego braku tolerancji dla tego, co nie jest takie „fajne i super”, a bardziej normalne czy „mniej fajne”. Wrzucanie Biblii do toitoia na pewno nie było oznaką tolerancji, i obojętnie, czy byłaby to Biblia, Koran czy podręcznik buddyzmu. Takie akcje pozwoliły mi sceptycznie podchodzić do wizji wooda jako megatolerancyjnego, a wzmocniły opinię, że czasem jest to festiwal, który czasem toleruje wybiórczo. Podobnie, jak ludzie wyjeżdżali z tekstem: „Jak to… (nie pijesz/śpisz/nie idziesz na koncert/inne?? Przecież jest woodstock!” A ja zawsze odpowiadałam: „No właśnie! Jest woodstock, więc mogę tu robić, co mi się podoba!”
    No i wszyscy się dziwili, że nie lubię piwa. I niepotrafili zrozumieć… I ponownie powrót do merituum 😀

    No, ale zdaję sobie sprawę, że oszołomy i idioci znajdą się wszędzie i zawsze. Niestety, smutna prawda.
    No, i uważam że niektóre warsztaty nie powinny się tam znaleźć i powinno być jednak mimo wszystko apolitycznie zupełnie….

    co nie zmienia faktu, że generalnie z tezą artykułu się zgadzam. Woodstock był cudowny, a spora większość ludzi kochana. Najprawdopodobniej wrócę, bo tydzień w Kostrzynie był wspaniały …chociaż pod koniec nieco niewygodny 🙂

    1. Zgadzam się z Tobą, że czasami pod płaszczykiem tolerancji, kryje się hipokryzja i toleruje się wybiórczo.
      Sądzę jednak, że bycie sobą wymaga odwagi, którą jedni mają inni już nie. Woodstock jest miejscem właśnie takim, że jeżeli nie ma się odwagi na codzień, żeby być sobą to przynajmniej w takim miejscu jak ten festiwal można właśnie nikogo nie udawać. Nie spotkałam się z biblią w toalecie, ale zastanawiam się czy by mnie to raziło… chyba nie, bo każdy korzysta z czego chce…
      Ludzie o innych poglądach zawsze się znajdą, o takich skrajnie odmiennych też 🙂 Sądzę jednak, że to dobrze bo w ten sposób możemy się wiele dowiedzieć, np. czego nie chcemy, albo co nam się nie podoba 🙂

      1. cóż niektóre rzeczy są dla mnie kwestią kultury osobistej…. Gdybym ja zaczęła chodzić np. z absurdalną tabliczką CZARNI WON (tfu tfu!) też nie byłoby to zbyt sympatyczne, a przecież moje prawo… No i wciąż uważam, że takk wielki festiwal powinien pozostać apolityczny, bo właśnie… on był dla wszystkich 🙂
        No i wciąż pozostaje sprawa tych, którzy „są sobą” a to ich „bycie sobą” oznacza niewyróżnianie się niczym szczególnym… bo po prostu tacy są. Na woodzie zabrakło mi właśnie tej akceptacji, dostrzegania, że nie każdy musi być wyraźnie inny, by być fajnym i cool…
        No ale wciąż podkreślam, że bawiłam się świetnie… i nie żałuję że pojechałam 🙂

  4. Również byłem pierwsz raz na Woodstoku zgadzam się z tobą atmosfera rewelacyjna

  5. nie powinnaś narzucać komuś czy może komentować sobie ten festiwal czy nie. A artykuł słaby. Trzeba mieć wpierw jakieś zdolności do pisania przed zabieraniem się za pisanie blogów.

    1. Uważam, że jeżeli się czegoś nie poznało i nie doświadczyło to nie powinno się tego komentować. A bloga możesz nie czytać jeżeli ci się nie podoba. Twój wybór.

  6. Pozwolę sobie wspomnieć coś na temat Biblii. Nigdy nie potraktowałabym jej niegodnie. Szanuję każdą religię i każdą jej księgę. Ale w tym roku nie podobało mi się, że w kilkunastu miejscach stali ludzie i chcieli każdego obdarować choć jednym egzemplarzem. I woodstokowicze brali – pewnie z ciekawości, z grzeczności albo od niechcenia. A później widziało się Biblię w przeróżnych miejscach i w przeróżnym stanie. A przecież mogli sobie siedzieć za stolikiem i wręczać każdemu autentycznie zainteresowanemu. Może za rok tak zrobią 😀 Poza tym uwielbiam to miejsce, wrosło w mój kalendarz i wracam tam jak na skrzydłach. Dla przyjaciół, dla atmosfery i szeroko pojętej sztuki.

Dodaj komentarz