W jaki sposób mówimy dzieciom: Nie czuj!

Wczoraj był to dla mnie trudny dzień, kiedy po powrocie do domu musiałam sobie poradzić z trudnymi emocjami mojego syna. W szkole zrobił się niegrzeczny, odmówił pojścia na zajęcia z angielskiego i aby uniknąć zmierzenia się z własnymi frustracjami stwierdził, że się wyprowadza, bo wszystkiego ma dosyć.

Cierpliwie przez prawie dwie godziny wysłuchiwałam jak bardzo mnie nie lubi, jak bardzo nie chce mieszkać w domu, jak to nikt go nie rozumie i jak ma wszystkiego dosyć. Mało się nie popłakałam. Z jednej strony miałam ochotę krzyczeć, żeby nie przesadzał, a z drugiej widziałam jak bardzo jest zagubiony i jak bardzo jest bezsilny wobec emocji, które przeżywa.

Dla matki jest to bardzo trudny moment, kiedy słyszy, że dziecko jej nie lubi i nie chce mieszkać już w domu, że ma jej dość. Nie sposób patrzeć na to obojętnie i bardzo łatwo stracić cierpliwość. Mimo, że sama miałam ciężki tydzień w pracy, to wiedziałam, że muszę znaleźć siłę, żeby temu dzieciakowi pomóc wyrzucić z siebie tą agresję, która mu się nagromadziła. Wzięłam kilka głębokich oddechów i do dzieła!

Kiedy zaprosiłam syna, żeby mi usiadł na kolanach, to z jednej strony nie bardzo chciał to zrobić, a z drugiej chciał mieć mnie blisko. Przez łzy mówił, że chce mieszkać na innej planecie. A jaka ta planeta jest? Jest na niej ciepło. Jak się nazywa? Jest bez nazwy. A kto tam mieszka? Moi przyjaciele. A jak wyglądają? Mają duże głowy i białe mundury. A w co się bawicie? W fajne zabawy. A ilu tam masz przyjaciół? Dużo. I lubisz się z nimi bawić? Bardzo. A jak nie chcą się z Tobą bawić to co robisz? Szanuję ich zdanie. A tu na ziemi co chciałbyś mieć? Spokój. A jak nie chcesz się bawić z Twoimi kolegami, to co oni wtedy robią? Śmieją się ze mnie. I jak się wtedy czujesz? Smutny. A co chciałbyś, żeby zrobili jak nie chcesz się bawić w jakąś zabawę? Chciałbym, żeby to szanowali.

W końcu doszliśmy do tego, że jak się coś złego stanie to cofamy się w czasie do momentu sprzed wydarzenia, wymazujemy je z pamięci i zaczynamy jeszcze raz. Chyba, że ponownie się powtórzy błąd to wtedy ustalamy w jaki sposób można go naprawić i jakie są jego konsekwencje.

Syn się uspokoił, przeprosił mnie, męża i swoją siostrę, którzy biernie uczestniczyli w całej sytuacji i wydaje się, że sytuacja na razie jest opanowana.

Dla każdego rodzica jego dziecko jest najlepsze, najładniejsze, najmądrzejsze i w ogóle wszystko naj… Dla mnie moje dzieci też są naj… Oboje mają też bardzo skomplikowane i wymagające charaktery. Syn na przykład jest bardzo rozwinięty intelektualnie, jednak emocjonalnie daleko mu do intelektu, ma bardzo dużo empatii względem innych oraz niesamowitą zdolność dopasowywania się do oczekiwań innych, co w zasadzie jest zaletą, jednak może się okazać bardzo niebezpieczne jak będzie miał nieodpowiednie towarzystwo. I to moim zdaniem się właśnie zadziało tutaj. Ma grupę chłopaków w klasie i czasami ich zabawy polegają na dokuczaniu innym dzieciom. Mój syn chce być zaakceptowany przez kolegów, a jednocześnie ma świadomość, że innym dzieciom jest przykro. No i rozczarował Panią w szkole, która mu zwróciła uwagę, że jego zachowanie się pogorszyło. Ponieważ ma dopiero 7 lat to nie umiał sobie poradzić z tą sytuacją.

Nie wiem jeszcze jak dalej z nim postępować i jak nauczyć go radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, które przecież będą go spotykać. Pewnie poradzę się pani psycholog.

Wiem natomiast jedno: naszą rolą jako rodziców jest być wsparciem dla swoich dzieci. W takich sytuacjach jak ta, moim zdaniem kluczowe było nie bagatelizowanie problemów dziecka, pozwolenie mu na wyrzucenie z siebie całej jego agresji (nawet jak serce mi pękało kiedy tego słuchałam) oraz braku pouczania. Trzymanie się tego i zadawanie pytań skierowanych pozornie na coś innego, pozwoliło mu na uporządkowanie sobie swoich emocji.

Jakiś czas temu uczestniczyłam w wykładzie dr Gordona Neufelda (kanadyjskiego psychologa, autorytet w dziedzinie rozwoju dzieci) i szczególnie zapadło mi w pamięć, kiedy powiedział, że kiedy pouczamy dzieci: nie płacz, nie krzycz, nie zachowuj się w taki czy inny sposób itd. to tak jakbyśmy mu mówili, NIE CZUJ! Dajemy im sygnał, że wyrażanie emocji jest złe i niestosowne więc dzieciaki uczą się je tłumić. Dzieci nie potrafią nazwać swoich uczuć i demonstrują je swoim zachowaniem, a tłumione emocje muszą gdzieś znaleźć ujście.  A co robimy my dorośli? Z braku czasu, wiedzy i umiejętności idziemy na łatwiznę i wychowujemy dorosłych, którzy nie radzą sobie z emocjami.

Żeby było jasne, nikogo nie potępiam, bo sama też popełniam błędy. Jestem mamą pracującą i nie mam aż tak dużo czasu dla swoich dzieci, jak one pewnie by sobie tego życzyły. Staram się je wychować na ludzi z otwartymi umysłami, ludzi tolerancyjnych, empatycznych, ale także i takich, dla których ważne są ich własne ambicje i marzenia. Wymaga to ode mnie dużych pokładów cierpliwości, bo czasami kwestionują moje zasady i forsują swoje zdanie. Są nie lada wyzwaniem.

Na koniec dla zaineteresowanych polecam książkę napisaną przez wspomnianego już Gordona Neufelda – Więź. Jest naprawdę warta przeczytania.

Dodaj komentarz