Używki i inne takie tam…

Czy jest dobry czas, żeby przestrzegać dzieci przed zagrożeniami, które niosą za sobą używki? Kiedy mówić dzieciom o narkotykach? Wydawać by się mogło, że każdy rodzic ma taki dylemat, ale spotkałam się też z takimi, którzy odsuwają od siebie ten problem, bo uważają, że ich to nie dotyczy.

Rozważania na ten temat mi się pojawiły, kiedy poszłam z synem do kina na film „Kot Bob i ja”. Przyznam, że nie do końca wiedziałam na jaki film idziemy, ale syn koniecznie chciał iść, no bo jednym z bohaterów filmu jest kot Bob. Wiedziałam, że film opowiada o narkomanie, w życiu którego pojawił się kot i niejako był powodem wytrwania w detoksie. Film bez dubbingu, więc również musiał nadążyć z czytaniem tłumaczenia.

Jak wiecie mój syn ma 8 lat i jest dość wrażliwym dzieckiem, który różnie sobie z emocjami radzi. Mniej więcej, kiedy minęła 1/3 filmu zaczął płakać, bo wzruszyła go scena, kiedy głównemu bohaterowi – Jamesowi brakło pieniędzy na jedzenie i stojący za barem koleś wolał to jedzenie wyrzucić do kosza zamiast przyjąć mniej pieniędzy. Po tej pierwszej scenie zapytałam, czy chce może wyjść z kina, ale nie, wolał zostać. Były tam jeszcze dwie wstrząsające sceny, gdzie jeden ze znajomych głównego bohatera zmarł na schodach metra z przedawkowania oraz kiedy James odstawił metadon i przechodził koszmar odtrucia. Cały czas towarzyszył mu piękny rudy kot, który dodawał mu sił i dzięki niemu zaczął zarabiać uczciwe pieniądze.

Po filmie mieliśmy długą dyskusję na temat narkotyków (co to jest, jak działa i jakie może mieć skutki) i jak ważne jest wyrażanie emocji. Temat się przewijał przez tydzień i przyznam, że zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam fundując mu terapię szokową. Dzisiaj doszłam do wniosku, że pomimo wszystko, dobrze się stało. Mam cichą nadzieję, że niektóre obrazy wryją mu się pod tą jego czaszką i w sytuacji, kiedy ktoś mu coś zaproponuje to będzie wiedział co zrobić.

Podobnie było z moją córką, kiedy w pierwszej klasie gimnazjum zabrałam ją do teatru Kamienica na spektakl „Dzieci z dworca zoo”. Po spektaklu była pogadanka, prowadzona przez dwóch chłopaków, którzy pod opieką Monaru wychodzili z nałogu. Włos się na głowie jeżył, kiedy się tego słuchało.

Wiecie co mnie zadziwia najbardziej? Jak wiele ludzi udaje, że nie widzi problemu, że ich to nie dotyczy. Jak odsuwają od siebie temat, twierdząc, że tylko dzieciaki z patologicznych środowisk wspomagają się używkami, albo że oni tak doskonale znają swoje pociechy, że takiego zagrożenia nie ma. Życzę im, żeby tak było i nigdy nie musieli doświadczać takich rzeczy. Tylko jak się obserwuje ludzi, którzy się rozwodząc walczą między sobą to zapominają o dzieciach. Zapominają o tym, że one też mają emocje i wszystkiego czego pragną to być kochane i akceptowane.

Słyszałam o kilku przypadkach, gdzie rodziny się zmagały z problemem narkotyków i zawsze sobie myślałam o swoich dzieciach. Słuchałam, gdzie ci ludzie popełnili błąd i krytycznie się przyglądałam sobie i swojej rodzinie. Moje metody wychowawcze raczej do standardowych nie należą, ale póki co się sprawdzają (nie słodzę sobie, bo oprócz wzlotów mam także upadki, czasami bolesne). Zdarzyło mi się na przykład ‚obwąchać’ córkę, jak wróciła późno ze szkoły, albo jak za bardzo popłynęłam to zadawałam dziesiątki pytań. W porę się jednak reflektowałam, że nie tędy droga…

Mimo, że dzień Walentego się właśnie kończy, a ja wyskoczyłam z takim grubym tematem, to chciałam o tym napisać, bo od tygodnia temat we mnie siedzi. I chociaż kilka osób mnie skrytykowało, że nie sprawdziłam filmu, zanim wzięłam ze sobą dziecko, tylko, że to moje dziecko i czuję, że to była dobra decyzja. Przede wszystkim nie chcę uciekać od trudnych tematów i wychowywać dzieci w przeświadczeniu, że są super świetnie i najlepsze na świecie. Dla mnie takie właśnie są, ale dla świata może już niekoniecznie tak być. Wychowywanie w takim przeświadczeniu może być bardzo trudnym doświadczeniem, kiedy się okaże, że świat taki całkiem przyjazny nie jest.

Komentarze

  1. Temat trudny. Nie można jednak od trudnych tematów uciekać – to i tak nic nie da. Dobrze moim zdaniem dzieci przygotować (naturalnie ostrożnie) zawczasu do tematów tego typu jak np.wspomniane narkotyki. Lepiej by dziecko miało wcześniej rozeznanie i pojęcie jak wielkim jest to problemem i zagrożeniem niż by potem „wpadło” w to – nie mówię że sama wiedza zapewni bezpieczeństwo, sądzę jednak że w jakimś stopniu może niebezpieczeństwo zminimalizować.

Dodaj komentarz