Proszenie o pomoc. Czy jest oznaką słabości?

Czy istnieje coś takiego jak samowystarczalność? Czy naprawdę mogę wszystko sama? Czy naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych? Absolutnie nie! Moim zdaniem to wierutne bzdury, którymi nas karmią na różnych platformach (tv, szkolenia, Internet). Nie istnieje coś takiego jak samowystarczalność, bo nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego sami. Slogany typu: Możesz wszystko, uważam że wpędzają nas w kompleksy i wywołują frustrację. A jeżeli sobie z czymś nie radzę? Lepiej próbować samemu czy poprosić o pomoc?

Czemu proszenie o pomoc jest takie trudne? Wiele osób uznaje to za oznakę słabości. To tak jak powiedzenie: nie radzę sobie, jestem słaba! Nasze ego kiepsko znosi przyznanie się do niewiedzy, a jak dołożyć do tego brak poczucia własnej wartości to katastrofa murowana. Siedzimy wtedy sam na sam z naszym problemem, szukając różnych źródeł informacji, ucząc się i w efekcie zajmuje nam to o wiele więcej czasu i nie zawsze poprawia to nasze samopoczucie.

Mnie osobiście ciężko było prosić o pomoc i uczyłam się tego powoli. Najgorzej było zacząć i nie od razu dostrzegłam zalety, ale jak już się przełamałam to ‚nie taki diabeł straszny…’

Chciałabym w tym miejscu przytoczyć pewną sytuację, która miała miejsce kilka lat temu. Nie dopilnowałam podpisania umowy z naszym klientem, który był wyjątkowo trudny we współpracy. Zakładałam dobrą wolę obydwu stron. Usługi były świadczone i faktury wystawiane, ale że brakowało tego dokumentu nie chciał za nie płacić. Kiedy się spotkaliśmy i rozmawialiśmy temat zaległych płatności zasłaniał się brakiem podpisanej umowy i żądał wystawienia korekt. Ponieważ miałam to wykazane w przychodach, skorygowanie faktur wiązałoby się z wytłumaczeniem szefowi, że nie dopilnowałam swoich obowiązków. Sytuacja patowa, bo i z jednej i drugiej strony miałam problem. Na spotkaniu z klientem postanowiłam grać w otwarte karty i poprosiłam o podpisanie umowy z datą wsteczną, żeby formalności stało się zadość (nasze prawo przecież nie wymaga fizycznego podpisania dokumentów). Otwarcie powiedziałam, że będę miała duże problemy z szefem, jeżeli będę musiała wystawić korekty. I co się stało? Okazało się, że otwarte przyznanie się do błędu i poproszenie o pomoc rozwiązało mój problem.

Jak myślicie, dlaczego tak się zadziało? My, ludzie lubimy pomagać, jeżeli ktoś nas o to poprosi. Jak sobie kiedyś analizowałam tą sytuację, to doszłam do następujących wniosków:

  1. Przyznanie się przed samym sobą, że się czegoś nie wie, albo zrobiło się coś źle, wymaga odwagi.
  2. Poproszenie o pomoc, mimo że nie jest łatwe oszczędza wielu frustracji.
  3. Nawet jeżeli spotkamy się z odmową to przynajmniej będziemy mieć świadomość, że spróbowaliśmy

Wracając do sytuacji, którą opisałam wyżej myślę, że ludzie wolą jednak wojny podjazdowe i z tego czerpią dziką satysfakcję, której de facto nie rozumiem, ale taka jest rzeczywistość. Otwarta odmowa ujawniłby niecne zamiary mojego klienta, a do tego przecież nikt się nie chce przyznać. Tak więc poproszenie o pomoc ma kolejny pozytywny wymiar – jeżeli ktoś może pomóc i leży to jego zasięgu – rzadko kiedy odmawia. 

Często kiedy jedziemy gdzieś z mężem i potrzebujemy wskazówek, jak dojechać (gps nie zawsze się sprawdza) to zwykle jest problem. On za żadne skarby nie chce przyznać, że potrzebuje poprosić o pomoc, a mnie szkoda czasu na jeżdżenie w kółko. Mnie trafia szlag i jego też, bo im dalej brnie w sytuację, to tym gorzej o tą pomoc poprosić. Kiedyś jak poszedł po syna do szkoły i zapomnieliśmy o tym, że jest na zajęciach z logopedii to wrócił do domu, bo nie potrafił zadać pytania pani ze świetlicy o to gdzie jest nasz syn. Musiał iść drugi raz później.

Kiedy się blokujemy na proszenie o pomoc, tracimy mnóstwo energii i czasu, a nasza frustracja rośnie. Fundujemy sobie czarną dziurę, z której czasami nie jest łatwo się wydostać. Warto sobie wtedy zadać pytanie czego tak naprawdę się boimy? O co chodzi? Co nas tak paraliżuje?

Sprawdza się też metoda małych kroczków czyli najpierw poprośmy o coś najmniej istotnego… może jakieś obowiązki domowe, albo pomoc w zakupach. Przypatrzmy się swoim emocjom kiedy prosimy o pomoc, może odkryjecie coś ciekawego.

Komentarze

  1. Trudna sprawa… Moim zdaniem proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości – czasem wymaga wielkiej odwagi.
    Tak nie jesteśmy samowystarczalni :/ Tak dobrze nie ma…
    Eh ile trwało u mnie nim to zrozumiałem, nim nauczyłem się prosić o pomoc…

Dodaj komentarz