Projekt dziecko!

Jestem matką! Nie licząc męża i kotów mam dwójkę dzieci w wieku 17 i 8 lat. Różnica wieku jest i błogosławieństwem, i przekleństwem, w zależności jak na to spojrzeć. To co jest fajnego to czas, który miałam na przyzwyczajenie się do roli i jakieś tam doświadczenie zanim pojawił się syn, ale przekleństwem są kompletnie inne potrzeby i język komunikacji, którego trzeba używać.

Wpadł mi w ręce dzisiaj artykuł opublikowany w Newsweeku w lutym 2016 roku – Tortury dla dzieci. Jest przerażający, ale bardzo prawdziwy (link na końcu wpisu). Obserwując swoich znajomych, bliższych lub dalszych i sposób, w jaki ja podchodzę do wychowania swoich dzieci, to dzieli nas przepaść. Dla jasności, nie twierdzę też, że moje metody są jedyne i słuszne, ale podzielę się kilkoma refleksjami na ten temat.

Zarówno córka jak i syn chodzili do prywatnego przedszkola, głownie ze względu na dłuższe godziny otwarcia, nigdy nie próbowałam, ale ze względu na poziom zarobków, pewnie nie zostaliby przyjęci do państwowej placówki. Wybór przedszkola podyktowany był przede wszystkim lokalizacją – musiał być na drodze praca-dom. Nie zastanawiałam się jakie możliwości dodatkowych zajęć tam będą czy ile osób jest w grupie. Przedszkole powinno być zabawą. Zarówno do przedszkola syna jak i córki chodziły dzieci, których status finansowy rodziców był grubo powyżej średniej krajowej, ale były również dzieci z tzw. klasy średniej, do której ja się zaliczam. Większość z tych dzieci poszła do prywatnych szkół podstawowych czy gimnazjum. Moje dzieci jednak zdecydowałam się posłać do państwowych szkół. Nie uważam, że są one gorsze od prywatnych. W sumie i tu, i tu można znaleźć dobre i kiepskie.

Wg moich obserwacji na dzieci jest nakładana ogromna presja nauki, zwłaszcza jak patrzę na dzieci znajomych, których status społeczny jest wyższy od przeciętnego. Dodatkowe zajęcia: tenis, narty, pianino, języki i wiele innych, które akurat są na czasie. Nie raz nauczyciele na zebraniach apelowali, żeby nie przemęczać dzieci dodatkowymi zajęciami, bo są nieprzygotowane do zajęć i zdarza im się zasnąć na lekcji ze zmęczenia. Zdecydowana większość moich znajomych siedzi z dziećmi nad lekcjami, każe im przepisywać, kiedy piszą brzydko, albo daje kary kiedy dzieciak przynosi gorsze stopnie. Szczytem było nagradzanie dziecka pieniędzmi za dobre stopnie.

Odstaję zdecydowanie od tego obrazka, bo tak szczerze, nawet nie wiem czego dokładnie się moje dzieci uczą w szkole. Córka, kiedy wybierała gimnazjum, a potem liceum, to zrobiła to sama – ja tylko pojechałam podpisać dokumenty. Każde z nich kiedy nie zrobi pracy domowej, to samo musi się tłumaczyć Pani dlaczego jej nie ma. Wyznaję zasadę, że uczą się dla siebie. To na co ja kładę nacisk to nauka języków obcych i samodzielne myślenie. O ile nauka języków z lepszym i gorszym skutkiem jest realizowana (córka mówi po angielski i francusku), a syn uczy się angielskiego i hiszpańskiego, to nauczenie dzieci samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji i konsekwencji z tym związanych jest dla nas nie lada wyzwaniem. Przede wszystkim dlatego, że kwestionują nasze zasady, wyłapują wszelkie nieścisłości i sprzeczności w komunikacji, szukają szarych stref. Mocno mnie (nas) to dyscyplinuje, zwłaszcza kiedy musimy się wytłumaczyć dlaczego podejmujemy taką, a nie inną decyzję. Bywa i tak, że uginamy się pod konkretnymi argumentami dzieci.

Oboje dzieci realizuje swoje zainteresowania – córka stawia pierwsze kroki w modelingu (co stanowi dla mnie nie lada wyzwanie), a syn uczy się grać w golfa – jedyny sport zgodny z jego predyspozycjami (jest diabelnym indywidualistą i wszelkie sporty drużynowe są dla niego dużym stresem). Mają z tego przyjemność, ale nie od razu tak było, że znaleźli to co ich interesuje. Córka próbowała: tenisa, tańca, koszykówki, rysowania i kilku jeszcze innych, a syn grał w piłkę, minecrafta, zapamiętale układał lego potem klocki odstawił by po roku wrócić i budować jeszcze bardziej wymyślne konstrukcje.

Ciekawe jest jednak to, że ja z tyłu głowy miałam idealną przyszłość dla swoich dzieci i część tych zajęć była moim pomysłem. Tylko jak się zorientowałam, że wcale nie mają z tego zabawy to się poddałam. Pamiętam dokładnie ten moment bo mnie to uderzyło jak grom z jasnego nieba. Byłam wtedy na imprezie firmowej (jakieś 6-7 lat temu), kiedy mi się koleżanka zapytała jak tam moja córka sobie radzi w byciu siostrą. Był to czas kiedy się buntowała i zaczęła pokazywać swój niepokorny charakter. Pamiętam, że jej odpowiedziałam, że najtrudniej mi się pogodzić z myślą, że moja córka myśli samodzielnie i nie potrzebuje, żebym nią sterowała jak kukiełką. I ta prawda uderzyła mnie jak usłyszałam, to co powiedziałam. Trudno się było pogodzić z tym faktem i trudno też się było do tego przyznać. A przecież na własnych rodziców się człowiek wściekał jak mówili, co powinnam zrobić w takiej czy innej sytuacji.

Dzisiaj jak zrobiłam sobie drzemkę to obudziłam się z takim stwierdzeniem: Dzieci są moje, ale nie są moją własnością. Nie mogę ich przestawiać jak książki na półkach, tylko ustawią się tam gdzie im będzie wygodnie, a ja muszę to zaakceptować i je mądrze wspierać 🙂

 

Tak na koniec zacytuję fragment książki Angeli Duckworth – Upór. „We wczesnych latach ważne jest też posiadanie pewnej autonomii. Badania podłużne nad uczniami potwierdzają, że nadmiernie rygorystyczni rodzice i nauczyciele tłumią wewnętrzną motywację. Dzieci, którym rodzice pozwalają dokonywać własnych wyborów, mają większe szanse na rozwijanie zainteresowań, które z czasem przerodzą się w pasje.”

Niektórzy z nas powinni się zastanowić dlaczego uważają, że ich wybory będą dla dzieci lepsze, niż ich własne i solidnie popracować nad zaufaniem – do siebie, swoich dzieci i innych ludzi. Może wtedy liczba młodych osób sięgających po używki by się zmniejszyła, bo nie musieliby się mierzyć z taką presją na sukces.

 

 

http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/dzieci-z-dobrych-domow-ofiary-ambicji-rodzicow,artykuly,404552,1.html

Komentarze

  1. Bardzo mądrze wychowujesz dzieci. Moja córka ma dopiero 2,5-roku, ale już mam podobne podejście.

    1. Super, wychowanie dzieci to największe wyzwanie w moim życiu i mimo chwil załamania staram się ze wszystkich sił być wierna swoim przekonaniom, że dobrze robię. Trzymam kciuki 🙂

Dodaj komentarz