Kij w mrowisko!

Przyzwyczailiśmy się do funkcjonowania w określonym środowisku i nieważne, czy to jest rodzina, przyjaciele, praca czy cokolwiek innego. Wychodzenie poza ten schemat nie jest mile widziane, a robiąc to narażamy się na krytykę. Czy warto zatem łamać te schematy?

Podążanie utartymi ścieżkami jest wygodne i bezpieczne. Zawsze jest na co ponarzekać i za swoje niepowodzenia można zwalić winę na okoliczności. Co ciekawe bardzo lubimy fajne i inspirujące cytaty, dają nam pozytywnego kopa. Cytujemy ludzi, którzy przecież w historii zapisali się właśnie z powodu łamania schematów, w których funkcjonowali. Wychodząc poza nawias tworzyli coś nowego, innego, za co ich teraz pamiętamy i podziwiamy.

Bernard Shaw powiedział: „Ludzie zawsze obarczają okoliczności winą za to, kim są. A ja nie wierzę we wpływ okoliczności. Ci, którzy do czegoś dochodzą, wstają i szukają odpowiednich okoliczności, a jeśli ich nie znajdują, sami je tworzą.”

Jest mi to szczególnie bliskie, bo chodzenie pod prąd jakoś tak naturalnie mi wychodzi 🙂 Jest to i zaletą i przekleństwem, bo dość często czuję się nierozumiana i zdarza się, że nie chce mi się tłumaczyć z moich wyborów.

Najczęściej ludzie się dziwią, kiedy słyszą, że moje mieszkanie ma 40m2. Nie mogą w to uwierzyć, że zajmując tak wysokie stanowisko nie mam domu pod Warszawą, albo przynajmniej 100m2 w modnej dzielnicy. A ja oparłam się modzie na kredyt we frankach i wygląda na to, że dobrze zrobiłam. Zdarza się, że dzieci narzekają i samej mi czasem brakuje przestrzeni, ale uważam, że właśnie dzięki temu moje dzieci uczą się wielu miękkich umiejętności, których by nie poznali mieszkając w wielkim domu: strategii: rano kolejka do łazienki i panuje zasada – kto pierwszy ten lepszy, rozwiązywania konfliktów: rozwiązuje się je na bieżąco, bo nie ma szans się unikać, tolerancji: każdy z nas jest inny i wszyscy mamy silne charaktery, komunikacji: staramy się o swoich potrzebach mówić głośno. 🙂

Niektóre z moich koleżanek mi mówią, że pisanie oddzielnego bloga o mieszkaniu czteroosobowej rodziny na 40m2 z pięcioma kotami byłoby ciekawe, bo jest i zabawnie i tragicznie 🙂 i raczej nie mieście się w schematach. Póki co, nie mam tego w planach.

Dzisiejszy temat pojawił mi się w związku z następującą sytuacją. Poddałam ocenie moją wizytówkę, którą dzisiaj dostałam od graficzki. Absolutnie nie mieści się w standardach :-), ale jest spójna z blogiem i całą koncepcją, którą mam z tyłu głowy.  Dostałam kilka konstruktywnych i trafnych uwag, których kilka zastosuję, to jednak większość była… hmmm, nawet nie potrafię tego nazwać. Komentarze typu: „infantylna” albo „leniwiec po wypaleniu maryśki” bez słowa, w jaki sposób można to zmienić, jakoś do mnie nie przemawiają. I tak szczerze sama nie odważyłabym się tak nikomu napisać. Po pierwsze dlatego, że mogę nie znać całego kontekstu, który za tym jest, a po drugie, gdybym miała niskie poczucie własnej wartości, to odebrałabym taką uwagę bardzo osobiście i tylko bym się zdołowała. Pamiętacie mój wpis o ocenianiu innych? Jak znalazł 🙂

Odezwała się jednak moja przekora i utwierdziłam się w przekonaniu, że idę właściwą drogą. Wartości, w które głęboko wierzę oraz misja, którą sobie ostatnio uświadomiłam dają mi tak ogromną energię do dzielenia się nią z Wami, że ciężko mi to wyrazić słowami. Klucza do takiego stanu upatruję w dogłębniejszym poznaniu samej siebie, zdefiniowaniu swoich wartości, uświadomienie sobie swoich przekonań, tego co mnie wkurza i tego co mnie motywuje. Jeżeli moją naturalną skłonnością jest odkrywanie nowych ścieżek, nowych rozwiązań, to po co mam ze sobą walczyć?

… i ten kij w mrowisko włożę 🙂

Komentarze

  1. Trzeba być sobą choć często to trudne i niewygodne – Tobie się udaje i bardzo dobrze. Oby tak dalej 🙂 Gdy udajemy, zatracamy swą osobowość, swą oryginalność – nadchodzi moment gdy dosłownie nerwy stracić można, kiedy nasze maski stają się naszą tożsamością. Stąd depresje, nerwice, ba próby samobójcze i załamania. Świat zmusza nas do grania, do dostosowywania się – to oczywiste. Rzecz w tym, by się nie zatracić, by wychodzić poza schematy i być sobą – po prostu. Znakomicie, że schemat Tobą nie włada, że wychodzisz poza – to moim zdaniem bardzo dobrze.
    A wizytówki 🙂 Eh… Leniwiec jest nader sympatyczny, znakomity graficzne, oryginalny, jednocześnie zabawny i „lekki” w sensie odbioru. Wizytówka z leniwcem? Dla mnie bomba 🙂
    Pozdrawiam serdecznie
    Tomek

    1. Mnie inspiruje Richard Branson i o nim sobie właśnie przypomniałam jak się tyle krytyki wylało, bo wizytówka jest niestandardowa… ale dzisiaj poszła do drukarni 🙂
      Bycie sobą jest trudne i wymaga charakteru. Czasami mnie świat łamie, ale zazwyczaj na krótko. Potem trzeba się otrzepać, zakasać rękawy i dalej się realizować 🙂 Jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia…

Dodaj komentarz