Kiedy będę na emeryturze…

Kiedy miałam naście lat, a moi rodzice zbliżali się do czterdziestki, to sobie tak myślałam… ale oni starzy. Teraz gdy sama zbliżam się do czterdziestki bardzo lubię te swoje lata, ale ostatnio wpadła mi w ręce książka, która dała mi do myślenia. Osobliwe szczęście Arthura Peppera – Phaedry Patrick

Książka opowiada o siedemdziesięciolatku, który w pierwszą rocznicę śmierci swojej żony, znajduje w jej bucie bransoletkę z osobliwymi przywieszkami i powoli zaczyna odkrywać jej przeszłość z czasów, kiedy się jeszcze nie znali. Robiąc rzeczy, których by się po sobie nie spodziewał, poznaje siebie na nowo. Zawsze uważał się za przeciętnego, nudnego człowieka, którego już nic w życiu nie spotka, a tutaj proszę, w poszukiwaniu odpowiedzi, co oznaczają przywieszki trafia do Londynu, Paryża a nawet staje się nagim modelem na wydziale projektowania biżuterii. Na końcu odnajduje to co w życiu ważne, ale przede wszystkim odkrywa siebie na nowo.

Skończyłam czytać wczoraj wieczorem i zastanawiałam się, jak to będzie, jak sama będę miała tyle lat. Co będę robić, gdzie będę mieszkać i czy będę szczęśliwa… Wiem, że to brzmi abstrakcyjnie i mało kto się nad tym zastanawia, ale zdecydowałam się poruszyć ten temat z kilku powodów, m.in:

  1. samotność z jaką często mierzą się ludzie starsi
  2. poczucie, że już nas nic nie czeka
  3. też kiedyś mamy nadzieję być w wieku emerytalnym
  4. za bardzo skupiamy się na dzieciach poświęcając im całą swoją uwagę, a one kiedyś zaczną swoje własne życie

Jak sobie tak czasami wyobrażam siebie na emeryturze to widzę:

Dom na wsi z dużym ogrodem. Marzy mi się taki zbudowany z drewna, kamienia i szkła – koniecznie duże okna. Urządzony wygodnie w wiejskim stylu. Z sypialni mam wejście do garderoby gdzie jest dużo miejsca na moje buty i torebki 🙂 oraz wyjście na niewielki taras z widokiem na ogród. Zależy mi jeszcze, żeby w domu była biblioteka z kominkiem i dużym biurkiem do pracy. Widzę siebie właśnie w tej bibliotece czytającą jedną z setek książek, które teraz gromadzę albo piszącą kolejną swoją książkę 🙂 Mam cały czas tego samego męża i przyjaciół, z którymi się często spotykam na pogawędki i wspomnienia, śmiejemy się i popijamy sobie dobre wino i gramy w gry planszowe, które też gromadzę już teraz. Od czasu do czasu podróżuję w różne miejsca, wcale nie jakieś egzotyczne. Po ogrodzie biegają sobie moje koty i psy oraz nasz żółw 🙂 Dzieci od czasu do czasu wpadają z wizytą…

Nie boję się marzyć, bo wiem, że od tego się zaczyna… a wszechświat ponoć sprzyja tym, którzy wierzą, że ich marzenie się spełni 🙂

Jest jeszcze ta druga trochę smutniejsza część, wynikająca z moich własnych obserwacji. Trochę taki temat tabu… Mam wrażenie, że zbyt często od tego życia uciekamy, jakby nie było nasze. Oddajemy nasze szczęście w ręce osób, które na to nie zasługują i przez to tracimy zaufanie do ludzi i siebie. Pokładamy zbyt duże nadzieje w dzieciach, a potem się okazuje, że nasze dzieci mają inne plany i co więcej, uważam że mają do tego prawo. Zaniedbujemy prawdziwe przyjaźnie, zainteresowania i pasje tłumacząc się, że nie mamy czasu i w zasadzie oszukując samych siebie.

Zapisałam się do kilku grup na Facebooku i ostatnio wpadł mi w ręce taki wpis kobiety 50+, która rozpoczyna swoją przygodę z własną firmą, w której będzie sprzedawać wykonane przez siebie wyroby. Niesamowite, jaki optymizm bił z tego posta. Moim zdaniem to jest absolutnie fantastyczne. Ta kobieta się nie poddaje życiu, nie siedzi i nie czeka na cud, boi się, ale próbuje. Postawa godna naśladowania, tym bardziej, że większości z nas się przejadło chińskie badziewie i coraz częściej sięgamy po rzeczy dobrej jakości, własnoręcznie zrobione.

Przypomniała mi się jeszcze jedna historia z własnego, zawodowego podwórka. Kilka lat temu robiliśmy rekrutację i jedną z kandydatek była kobieta w wieku 50+. Miała wszelkie kwalifikacje na to stanowisko i konkurowała z młodszymi ludźmi. Kiedy rozmawiałam z managerką na temat wyboru osoby do pracy, ponieważ się wahała czy zatrudnić ją, czy osobę młodszą. Popatrzyłam na obydwa cv i powiedziałam, kurde kiedyś też będziemy w tym wieku i nie chciałabym, żeby ktoś odrzucił moja kandydaturę tylko dlatego, że niedługo wpadnę w wiek przedemerytalny i nie będzie mnie można zwolnić. Dla mnie wybór był oczywisty. Przyznam, że pracuje z nami cały czas i jest dobrym i lojalnym pracownikiem.

Wierzę, że odwaga i siła drzemie w każdym z nas. Każdy z nas jest pełen zasobów, żeby wziąć życie we własne ręce i nie rozważać na emeryturze, że coś nas ominęło, że żałujemy straconego czasu. Każdy z nas ma w sobie siłę, żeby poznać siebie i nie powinniśmy się tego bać. Tak samo, jak nie powinniśmy bać się być sobą i sobie ufać. I nawet jak nam życie dało w kość, to od nas zależy czy pójdziemy dalej kuląc się po kątach czy z wysoko podniesioną głową. Nie udawajmy, że nas to nie dotyczy, i że to temat tak odległy, że nie warto się nad tym zastanowić chociaż przez chwilę. Czas szybko płynie…

A już jak będziemy na tej emeryturze, to cieszmy się czasem wolnym i wykorzystujmy go jak najlepiej umiemy. 

Komentarze

  1. Najważniejszym punktem po 70 dla mnie jest ciągła aktywność i poczucie spełnienia bądź spełniania się 😉

    1. tego ci życzę 🙂

  2. Hehe, życzę Ci tego domku z całego serca. Ja też marzyłam o domku na wsi pod lasem. Marzyłam, marzyłam, ale zawsze uważałam, że to marzenie ściętej głowy – nie ma szans na realizację. I co? Obecnie jestem na emeryturze, mieszkam we własnym domku na wsi pod lasem. Jest super!

    1. No właśnie, czasami się nam wydaje, że marzenia ściętej głowy, a tu proszę… spełniają się 🙂

Dodaj komentarz