Czy posiadanie faceta sprawia, że jestem wartościowa?

Kilka dni temu pojawił mi się ten temat. Siedzi i siedzi w mojej głowie toteż zdecydowałam się go z siebie wyrzucić. Dlaczego fajne kobiety, jak już zdecydują się na związek, to są w stanie zerwać przyjaźnie i skupić się tylko na zadowalaniu faceta? Czy aż tak potrzebujemy się dowartościować? I czy to jest naprawdę jedyny sposób, żeby poczuć się kobietą?

Od razu pojawiło mi się w głowie pytanie, co mnie określa jako kobietę?

Pierwsza odpowiedź dość stereotypowa: mąż i dzieci, dodam że koniecznie przed 30-stką. Jeśli są, to jako kobieta powinnam się czuć spełniona. Bo przecież każda kobieta o tym marzy! Może i tak było 100 albo i nawet 40 lat temu. Ale czy tak jest teraz?

Druga odpowiedź: fizyczność – dość oczywiste, prawda?

Jednak gdy tak pokopać głębiej to odpowiedź już nie jest taka prosta. Naukowo udowodniono, że kobiety są bardziej wrażliwe, empatyczne, troskliwe, zorganizowane… jeszcze wiele innych cech, które mamy bardziej! Zapomniałabym jeszcze o tym, że jesteśmy z Wenus a faceci z Marsa!

Na półkach księgarni zalega mnóstwo poradników: Jak znaleźć i utrzymać faceta? Dlaczego mężczyźni kochają zołzy? Instrukcja obsługi faceta i wiele, wiele innych… Sama je kiedyś czytałam i w sumie nic mi one nie dały. Tylko dlaczego jest tak mało poradników dla facetów? Czy oni nie muszą się wspomagać dobrymi radami? Strategiami?

Jakaś taka wściekłość mnie naszła na to co widzę wokoło i mam ochotę krzyczeć: kobiety, opamiętajcie się! Przecież facet to nie wszystko, nie powinien być spełnieniem marzeń, a z moich obserwacji wynika, że często tak jest. Rozstanie, rozwód traktowane są jako życiowa porażka, bo taki mamy stereotyp.

Nie przeczę, że fajnie mieć obok osobę, która wspiera, rozumie i poda szklankę herbaty jak człowiek chory. Osobę, którą kochamy i wiemy, że ona odwzajemnia nasze uczucia, która nawet jak się z nami nie zgadza, to szanuje odmienny punkt widzenia. Każda kobieta o takim partnerze marzy, przecież od dziecka karmią nas bajką o księciu na białym koniu ratującym księżniczki z łap okropnego smoka.

A jaka jest rzeczywistość? To mieszanka wybuchowa różnych gatunków: na początku bajkowo, romantycznie, motyle w brzuchu i te sprawy… gotowe jesteśmy się poświęcać i rezygnować ze swojego życia, przyjaciół, pracy zainteresowań… Potem reality show bez make up’u… Kurtyna opada i pojawiają się pierwsze zgrzyty i pęknięcia. Pierwsze kryzysy i problemy dość brutalnie pokazują czy mamy na kogo liczyć czy tylko na siebie. Różnice, które są coraz bardziej widoczne wystawiają naszą cierpliwość na próbę. Jeżeli druga strona nie widzi problemu to pojawia się pytanie: Walczyć czy zrezygnować z siebie? A może odejść? Nie ma uniwersalnej recepty na udany związek i kiedy tylko pojawiają się w głowie wątpliwości uważam, że należy sobie zadać kilka pytań i szczerze na nie odpowiedzieć. Nawet jak te odpowiedzi nie będą się nam podobać.

  1. Kim jestem bez faceta? Jeżeli nic nie przyjdzie nam do głowy, to co to o mnie mówi? Czy kiedy go nie ma to nieustannie siedzę niespokojna z telefonem w ręku? Albo może jestem spokojna kiedy jestem sama i denerwuję się, kiedy zbliża się godzina jego powrotu do domu?
  2. Jaki model związku funkcjonował w moim domu? Czy rodzice darzyli się szacunkiem? Czy ojciec był obecny w domu czy może go nie było? Zmierzenie się z własnymi demonami może być trudne, ale jestem zdania, że im szybciej się na to odważymy tym lepiej dla nas. Często podświadomie powielamy znane nam wzorce i takich partnerów sobie wybieramy, jakich mogliśmy obserwować w domu.
  3. Czy lubię być sama ze sobą? Bycie samemu niekoniecznie oznacza samotność wbrew temu co powszechnie się utarło, a może nam pokazać, że unikaniem za wszelką cenę bycia samemu możemy zagłuszać własne myśli, których nie chcemy do siebie dopuścić. Dlatego właśnie godzimy się na bylejakość.

Czy warto godzić się na bylejakość? Czy warto rezygnować z siebie? Czy może lepiej poświęcić czas i energię najpierw na poznanie siebie, doświadczanie, a dopiero potem zdecydować w jaki sposób chcemy, żeby wyglądało nasze życie.

Kiedyś właśnie zrezygnowałam z siebie i przyjaciół na rzecz już byłego męża. Skończyło się ogromną frustracją i wylewem. Na szczęście znalazłam w sobie siłę, żeby to zmienić i udało się 🙂 Teraz  mój związek nie jest może idealny i zmagamy się z różnymi problemami, ale poza związkiem mam swoje życie i przyjaciół, którzy mnie wspierają. Każdy musi do tego dojrzeć i trzymam kciuki, za wszystkie kobiety w niesatysfakcjonujących związkach, żeby znalazły swoje szczęście.

Komentarze

  1. Dobrze czuję się sama. Na razie nie potrzebuję faceta. :]

  2. Przez takie podejście często kobiety szukają faceta na siłę. Niestety kończy się to tym, że biorą byle jakiego alkoholika i męczą się w takim związku. Nie odejdą bo nie chcą zostać same… A facet robi co mu się podoba. Zdradza, okłamuje, nie szanuje. Bo w sumie dlaczego miałby zachowywać się inaczej? Kobieta i tak od niego nie odejdzie, a nawet jeśli się na to zdecyduje, to wróci w przeciągu kilku dni…

    1. to prawda, takie podejście nie jest dobre i nie wróży sielanki niestety 🙁

Dodaj komentarz