Czy każdy jest kreatywny?

Nie umiem, nie potrafię, nie mam talentu… Jak często wypowiadacie te zdania? Jak często są one przyczyną tego, że nawet nie spróbujecie się podjąć czegoś nowego? Sama czasami je wypowiadam, ale staram się robić to jak najrzadziej. Za to słyszę je każdego dnia, jak dla mnie zbyt często. Jako wymówkę, usprawiedliwienie czy też z lenistwa.

Teraz kiedy zakończył się trudny okres w pracy, zrobiłam sobie w głowie przestrzeń na nowe. Bo istotnie jest tak, że jak za bardzo się na czymś koncentrujemy, to brakuje nam miejsca na inne rzeczy. W związku z tym, że zobowiązałam się do prowadzenie warsztatów na tegorocznym festiwalu Woodstock, musiałam je przygotować. Poświęciłam na to kilka, a nawet kilkanaście godzin i niewiele mi przychodziło do głowy. Dodam, że robiłam to po raz pierwszy w życiu. Miałam zamiar też je najpierw przetestować na grupie facebookowej, ale nie miałam już czasu 🙁 Przy pomocy znajomej coach udało mi się uporządkować ćwiczenia i warsztaty poszły ok, ale o tym napiszę innym razem.

Doświadczenie to dało mi do myślenia i zaczęłam się zastanawiać o co chodzi z tą kreatywnością i czy każdy z nas jest twórczy?

Przyjrzyjmy się dzieciom i ich wyobraźni. Jest nieograniczona i historie, które wymyślają, dla nas dorosłych są na takim poziomie abstrakcji, że nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować. I co wtedy mówimy? Daj spokój! Głupoty opowiadasz! Takie rzeczy nie istnieją! I wiele, wiele innych stwierdzeń, że tą wrodzoną dziecięcą kreatywność zabijamy. Co gorsza, nawet zdarza się to po prostu wyśmiewać. To samo dotyczy zabaw, które powstają w wyobraźni dzieci. Z niczego potrafią zrobić coś, o czym z pasją opowiadają. Nie bez powodu kiedy dzieci są zbyt cicho to mamy zwyczaj sprawdzać co robią, bo jest wielce prawdopodobne, że coś kombinują. I tak też jest. Sprawdzają, wymyślają, testują bez żadnych zahamowań. Dopiero pod naszym wpływem i z upływem kolejnych lat coraz bardziej zamykają swoje umysły, bo utrwalają sobie taki schemat, że ich pomysły są głupie i nie wypada o nich mówić, bo spotykają się z krytyką i niezadowoleniem.

Szkoła też nie pomaga w tym procesie, bo pokazuje nam tylko to czego się nie umie, a nie to w czym jest się dobrym czy utalentowanym. Wręcz zmusza nas do uczenia się na pamięć, a nie wypowiadania się własnymi słowami. Konstruktywnej dyskusji też nie ma. Z czasem utrwala się więc schemat, że lepiej się nie wychylać, bo tylko się dostaje po głowie.

I już jako dorośli stając przed nowym wyzwaniem jesteśmy zablokowani i z większym lub mniejszym trudem radzimy sobie z przeciwnościami losu. Boimy się oceny, bo przecież pamiętamy, że większość naszych pomysłów była krytykowana. Wolimy się nie wychylać niż radzić sobie z krytyką. Po cichu jednak zazdrościmy innym, którzy mają więcej odwagi, są w naszej ocenie bardziej kreatywni, mają świetne pomysły… Może jako dziecko mieli więcej szczęścia, albo pokonali swoje demony.

Czy można się wydobyć z takiego schematu? Oczywiście, że można – jest to pocieszające, ale wymaga nieco wysiłku z naszej strony. Przecież to co mamy opanowane, przychodzi nam z łatwością, prawda?

Jak to zrobić? Pozwolić sobie na luz, przede wszystkim. Przypomnijmy sobie co czuliśmy jako dzieci kiedy odkrywaliśmy nowe znaczenia słów, przedmiotów, kiedy wprowadzaliśmy nowe elementy do naszych zabaw. Duma i ekscytacja! To mi się pojawia jako pierwsze 🙂 Dajmy sobie pozwolenie na zabawę i przede wszystkim nie oceniajmy swoich pomysłów, ani tym bardziej siebie.

Co nam da rozwijanie kreatywności? Przede wszystkim ułatwi nam radzenie sobie z codziennymi problemami, kiedy to brakuje nam pomysłów. Otworzy nasz umysł na nowe i interesujące rzeczy. Być może znajdziemy nowe pasje, być może bardziej kreatywnie będziemy podchodzić do naszej pracy, wyjdziemy poza dotychczasowe schematy i będziemy szukać nowych możliwości. Nauczymy się myśleć rozwiązaniami zamiast skupiać się na negatywach. Jeżeli ktoś nas skrytykuje, to co z tego? Pamiętajmy, że to jest nasze życie i to my decydujemy czy wyjdziemy z pudełka i będziemy się nim cieszyć.

Na fanpagu na Facebook’u będą od jutra się pojawiać ćwiczenia, które pomogą nam rozwijać naszą kreatywność. Bo ona jest w każdym z nas, może uśpiona, ale z całą pewnością jest!

Komentarze

  1. Świetny, inspirujący tekst. Co prawda na moim młodym karku goszczą dopiero 22 wiosny, ale mam nieodparte wrażenie, że ostatnio za często posyłam to swoje wewnętrzne, kreatywne dziecko na leżakowanie. Trochę z powodu pojawienia się sukcesywnie przeze mnie oswajanej presji na „bycie dorosłym” (co również obecnie próbuję mądrze sobie zdefiniować), a trochę dlatego, że ta niepohamowana, stale nienasycona, czasem wręcz piekielna dziecięca ciekawość świata potrafi bez „kontroli rodzicielskiej” dobrze dać w kość! I tu kolejny raz nasuwa mi się wniosek o zdrowej współpracy obu tych naszych rozwijanych całe życie (oby!), a kompletnie przeciwnych (czy na pewno?) ja – utrzymywaniu tego niemal wszędobylskiego złotego środka 😉 Pozdrawiam serdecznie!

  2. Ja się uczę kreatywności od dzieci codziennie, uwielbiam przebywać z dziećmi one są takie otwarte na świat i czerpię z nich to co mogę.
    Dzięki nim odkryłem w sobie dziecko, to zagubione po drodze w dorosłość.
    Jak cudnie jest puszczać bańki na łące, spacerować w deszczu bez parasola, skakać w kałużach jak świnka Peppa.
    Jak bosko jest lepić figurki z masy solnej, malować, lepić i żyć pełnią życia bez granic.
    Skakać, tańczyć i wariować, to cudne uczucie .

Dodaj komentarz