Chcę…

poznać siebie! Powiedziałam to sobie prawie 4 lata temu. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać, przeczesałam internet, zakupiłam stos poradników, ale odpowiedzi nie jakoś same nie przychodziły. Znalazłam wtedy cytat, który mniej więcej brzmiał tak: jeżeli nie jesteś w stanie czegoś poświęcić, by zdobyć coś czego pragniesz, to tak naprawdę tego nie chcesz. 

Postanowiłam wtedy poszukać sobie coacha. Otworzyłam Google, wpisałam coach Warszawa, kliknęłam pierwszy link, który do mnie jakoś przemówił i bum… umówiłam się na spotkanie. Z ciężką głową, bo wszystko mnie przytłaczało, poszłam na pierwszą sesję. Miałam mgliste poczucie jak wygląda cały proces coachingowy i do czego mnie on doprowadzi. Nie chciałam jednak zmieniać tego, co w sobie lubiłam, ale miałam tak przytłaczająco ciężką głowę i gdzieś podświadomie czułam się winna, że dalsze odkładanie tego mogło mnie przyprawić o depresję. Nie umiałam sobie sama z tym poradzić.

W sumie nawet nie wiedziałam dlaczego czuję się winna. Sabotowałam swoje sukcesy i wydawały mi się one mało warte. Co ciekawe, na zewnątrz nic nie było widać. Pani Prezes, pewna siebie, znajdzie rozwiązanie każdego kryzysu – tak mnie widziała większość ludzi. Kiedy jednak przychodziłam do domu, wkładałam kapcie zamieniałam się w cichą dziewczynkę i czasami marzyłam, żeby mi wszyscy dali święty spokój. Niestety w małym mieszkaniu, z dwójką dzieci jest to niemożliwe więc stawałam na wysokości zadania jakie przed kobietą stawia macierzyństwo. Sama nie wiem, jak mi się udawało znaleźć na to siłę. Czasami, kiedy zdarzało mi się narzekać czułam się nierozumiana, bo kto jak kto, ale jakie ja mogę mieć problemy? Jeżeli ja sobie z czymś nie radzę to musi to być naprawdę koniec świata. Zawsze wtedy mi przypominano: popatrz na siebie – zarządzasz firmą, masz fajne dzieci, nieźle zarabiasz, jesteś zdrowa – o co ci chodzi? I tak to jakoś się toczyło. Rzadkie chwile dla siebie zazwyczaj przesypiałam, bo na nic nie miałam siły. Dłużej to tak nie mogło trwać.

Dzisiaj z perspektywy czasu cieszę się, że zdobyłam się na tą podróż w głąb siebie, żeby poznać swoje dobre strony, swoje ograniczenia, co takiego sprawia mi radość, a czego nigdy nie zaakceptuję.  Co mnie rozśmiesza, kogo podziwiam i całą masę innych rzeczy. Dowiedziałam się, że kariera w korporacji jest niekoniecznie tym, co sprawia mi przyjemność i co chciałabym robić do emerytury, chociaż lubię zarządzać ludźmi i tą dawkę emocji, którą tu znajduję. Zdefiniowałam siebie od nowa i teraz wdrażam po kolei moje postanowienia, żeby żyć w zgodzie ze sobą. Co to takiego?

Stworzyłam sobie dziesięcioletni plan opuszczenia korporacji i skupienia się na tym, co chciałabym robić w swoim życiu. Co konkretnie mam na myśli?

Rozpoczęłam kurs, żeby stać się profesjonalnym coachem. W planach mam również rozpoczęcie studiów (5-letnich) z psychologii, zaczęłam w końcu prowadzić bloga, wraz z koleżanką piszemy książkę i kiełkuje mi również pomysł na biznes. Mam również wizję, jak chciałabym zostawić firmę kiedy będę odchodzić. I nie chodzi tu o korporację, bo ona sobie świetnie beze mnie poradzi, ale o ludzi, którzy tam zostaną. Ludzi bez których ciężko byłoby mi odnieść sukces. Ludzi, których lubię i szanuję.

Niektórzy pomyślą, że 10 lat to długo, a ja sądzę, że jest to odpowiedni dla mnie okres, kiedy będę to mogła zrobić dobrze.

Skąd taka zmiana? Psychologia zawsze była mi bliska, dużo bliższa niż robienie budżetów i prognoz finansowych. Mój przełożony zawsze się czepiał różnic lub błędów w excelu bo nigdy nie przywiązywałam specjalnej wagi do szczegółów. Są ludzie którzy robią to znacznie lepiej ode mnie i to uwielbiają więc oddałam im ten kawałek mojej pracy, a sama skupiam się na innych aspektach mojego stanowiska.

Ja za to jestem bardzo dobrym i uważnym słuchaczem, rozumiem problemy i ograniczenia ludzi, wierzę, że każdy z nas ma ogromną siłę i potencjał, tylko musi chcieć je znaleźć i uczynić z nich pożytek. Nie boję się zadawania pytań, które pobudzają do myślenia.

Nie zaczniemy być nagle super zorganizowani, jeżeli nie lubimy sztywno postawionych zasad, nie osiągniemy ambitnych celów kiedy nie wiemy co ma być efektem naszych starań, nie pozbędziemy się złych nawyków jeżeli nie poznamy jakie mamy z nich korzyści. Głeboko wierzę, że kluczem do osiągnięcia szczęścia jest poznanie siebie. Udzielenie sobie szczerych odpowiedzi jest początkiem fascynującej przygody ze sobą. Pamiętajmy, że tu nie ma dobrych albo złych odpowiedzi. Są tylko dobre bo każdy jest inny i każdy jest wyjątkowy.

Jeżeli spodobał ci się ten post udostępnij go swoim przyjaciołom, być może pomoże im wyruszyć w fascynującą podróż wgłąb siebie.

Dodaj komentarz