Być kobietą…

Natknęłam się dzisiaj na przemówienie Madonny, kiedy odbierała nagrodę Kobiety Roku i musze przyznać, że poruszyło mnie do łez. Było bardzo osobiste i prawdziwe. Absolutnie się z tym zgadzam, że kobieta jeżeli chce odnieść sukces musi walczyć dziesięć razy bardziej,  albo i sto razy bardziej, cały czas musi coś światu udowadniać, musi chować emocje do kieszeni i broń Boże nie pokazywać słabości. Ale ta sama kobieta w domu u boku mężczyzny ma być czuła, troskliwa i kochająca.

Pierwsza praca, rok 1998, mała lokalna firma, szefem moim był mężczyzna. Kiedy dwa lata później zaszłam w ciążę i przekazałam w firmie tą informację nagle dla szefa stałam się niewidzialna. Po prostu przestał mnie zauważać, nawet nie był w stanie odpowiedzieć mi dzień dobry. Obraził się. Pracowałam wtedy do końca ciąży, bo w całej swojej naiwności chciałam mu udowodnić, że kobieta w ciąży też może być dobrym pracownikiem. Odeszłam stamtąd po pięciu latach pracy.

Kolejna firma i kolejne rozczarowania, mimo że główna księgowa, to w kwestiach finansowych bardziej liczyło się zdanie kierownika produkcji niż moje, nie wspomnę już o wysokości premii, która była kilkukrotnie niższa od pracowników produkcji. W roku 2003 moje wynagrodzenie wynosiło 1500 zł brutto, co biorąc pod uwagę stanowisko było bardzo mało. A tyle samo dostawali ludzie zaczynający pracę na produkcji.

Kiedy się przeniosłam do Warszawy i zaczęłam pracować w korporacji nauczyłam się „grać w grę”, czyli nie być za mądrą, za bardzo błyskotliwą, ale kiedy się z czymś nie zgadzałam to głośno o tym mówiłam. Sztuka lawirowania – powinni tego uczyć na studiach. Czy to coś dało? Nie za bardzo, bo mimo, że karierę zawdzięczam sobie i nikogo nie wykorzystywałam, żeby się wybić  to nie przeszkadzało to nazywać mnie suką, która po trupach idzie do celu. Bardzo mnie bolały te epitety.

Dzisiaj kiedy zarządzam całkiem dużą firmą i nawet mam fantastycznego szefa, to za każdym razem kiedy coś się ‚wywali’ jestem przepytywana na wszelkie możliwe sposoby, czy aby nie podeszłam do tematu zbyt emocjonalnie, czy odpowiednio do sytuacji zareagowałam, czy nie popełniłam żadnego błędu. No bo przecież jestem kobietą, to w domyśle znaczy chyba histeryczką i nie umiem zapanować nad emocjami. I chociaż zdarzyło mi się chyba ze dwa razy, że po takim przepytywaniu zamykałam drzwi mojego gabinetu i cała się trzęsłam, to nikt tego nie widział a ja stawałam się coraz silniejsza.

Wiele razy się zastanawiałam, czy gdybym była facetem to byłoby mi łatwiej i muszę przyznać, że tak. Na pewno byłabym traktowana z odpowiednim szacunkiem przez kolegów po fachu. Jeden z dyrektorów, z którym współpracowałam zarzucał mi chorobę psychiczną, kiedy chciał mnie zdyskredytować. A jak zdawałam egzamin na prawo jazdy to oblałam bo egzaminator mi powiedział wprost: Dobrze Pani jeździ i jedyny mankament jaki widzę, to że jest Pani kobietą. Pewnie jeszcze kilka przykładów by się znalazło, ale po co?

Kiedy tak patrzę wstecz na całą moją zawodową karierę, to wiele doświadczeń zakopałam w zakamarkach umysłu, bo były zbyt przykre. Teraz widzę, że uczyniły ze mnie silną i dumną kobietę. Nie wstydzę się tego, że jestem wrażliwa, że mam lepsze i gorsze dni, że nie chcę i nie muszę niczego udawać. Zawsze ważny był dla mnie człowiek i mimo tego wszystkiego czego doświadczyłam moje pokłady empatii się nie wyczerpały.

Na szczęście coraz więcej się mówi na ten temat. Na temat różnego poziomu płac, prawa do awansów, niesprawiedliwego traktowania. I chociaż moja korporacja jest pod tym względem inna, to jak rozmawiam z innymi kobietami to problem wciąż istnieje. Ale byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie napisała, że w swoim życiu prywatnym i zawodowym nie spotkałam mężczyzn, dla których byłam i jestem równorzędnym partnerem. Oby więcej takich było.

I tu się pochwalę, takim właśnie mężczyzną jest mój mąż, przy którym jestem absolutnie sobą i w nic nie muszę grać.

Komentarze

  1. Gratulacje 🙂 trzeba też podkreślić że kobieta kobiecie jest wilkiem ;)nie to spotyka na każdym kroku bo mam stanik 65 G na bank to mi ułatwia życie a jak jestem oglądana przez mężczyzn bo już ich nie interesuje czy mój pomysł optymalizuje pracę lub czy takie a takie działania powinien spełniać nowy system który ma być wdrożony to nie widzą że też mam mózg i serce

    1. dlatego uważam, że trzeba na ten temat mówić głośno, inaczej nic się nie zmieni.

  2. ale są branże, gdzie to właśnie faceci słabiej sobie radzą 😉 w HR panowie są nadal w mniejszości – niejedna korporacja bez bab by się rozsypała 😉

    1. To prawda, tak jak na przykład więcej mamy księgowych, ale już np. zdecydowana większość dyrektorów finansowych to mężczyźni. Opisałam swoje doświadczenia na przestrzeni dwudziestu lat pracy i też myślę, że jest wiele facetów, którzy są ok. Zgadzam się jednak z tym, że kobiety się za mało wspierają nawzajem. Powinny to robić częściej. I cieszę się, że coraz więcej się o tym mówi.

Dodaj komentarz